czwartek, 4 marca 2021

Dlaczego femme czyta się [fam], a flemme [flɛm], czyli rozważania o kobietach i lenistwie

Trochę przypadkiem, przyznaję, że niemal bezrefleksyjnie, pokazałem dziś mój blog nieco większej widowni podczas zajęć ze studentami pewnej szacownej uczelni krakowskiej. Ze wstydem zauważyłem datę ostatniego wpisu. Hańba! Quelle honte ! Pomyślałem szybko po zajęciach o czym by napisać – spojrzałem na kalendarz, w oczy wpadła data ósmego marca. Oui ! Je l’ai ! Mam! Napiszę o kobietach, les femmes.

Blog mój traktuje o języku francuskim, pominę więc feminizm jako taki i zajmę się ciekawostką fonetyczną, na którą zwrócił mi uwagę kolega Krzysztof; pan ten w wieku tuż przedemerytalnym wziął się za francuski (szacunek, Krzysztofie, chapeau bas). Otóż tłumaczyłem mu niedawno dlaczego francuskie femme czyta się [fam] zamiast, jak logicznie by wynikało [fɛm], na wzór słowa (skądinąd bardzo mi bliskiego) flemme [flɛm]. (La flemme to nic innego, jak… lenistwo).

A więc femme pochodzi, nic dziwnego wszak francuski jest językiem romańskim, od łacińskiego femina, które początkowo wymawiane było przez akcentowanie pierwszej sylaby fe: fémina. Wieki ewolucji językowej sprawiły, że około pierwszego tysiąclecia naszej ery słowo to wymawiano już [fe:m] - feem z długim „e”, niezależnie od tego, czy pisane było feme czy femme.

Kolejne wieki fonetycznej ewolucji doprowadziły do tego, że femme wymawiana była z samogłoską nosową ɑ̃ [fɑ̃m]. Aż ostatecznie Francuzi doszli do wniosku, że łatwiej będzie mówić po prostu [fam]. I tak zostało do dziś. Et c'est ainsi jusqu'à nos jours.

Co do pisowni, istnieją ślady zapisu fame, lecz dominującym od wieków jest femme.

Et voilà, cała tajemnica. Proste, choć mało logiczne.

PS Parę słów à propos de la flemme; o lenistwie. Gdy Instytut Francuski w Warszawie mieścił się jeszcze przy ul. Świętokrzyskiej, czyli sto lat temu (żartuję, mam na myśli lata 80., gdy byłem studentem), mój kolega z romanistyki, Staszek polecił płytę śmiesznie wyglądającego gościa zwanego Jacques Higelin. To nie przypadek, że do dziś pamiętam słowa piosenki Vague à l'âme. Tytuł tłumaczony dosłownie znaczy „fala w duszy”, co nie ma za bardzo sensu. Frazeologizm le vague à l'âme  oznacza nieszczęście bez wyraźnej przyczyny, niepokój życia, ciężar bytu. Odnosi się do smutku lub melancholii, której oddawali się romantyczni pisarze i poeci (vide Cierpienia młodego Wertera). W tej właśnie piosence pojawiły się zwroty towarzyszące mi (niestety) do dziś: une flemme incurable (nieuleczalne lenistwo), czy la malignité d'un esprit doué pour la paresse (złośliwość umysłu o nadzwyczajnych zdolnościach do lenistwa).

I wyszło na to, że postscriptum jest prawie tak długie, jak temat zasadniczy. Miało być o kobietach (trochę było), a skończyło na lenistwie, z którym, nota bene, walczę całe moje długie życie.

Ten nieznośny Jacques Higelin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty

Polecany post z gramatyką i piosenką

Et si Joe Dassin n'existait pas

Piosenki zawsze były dla mnie nieocenionym nauczycielem francuskiego. Zamiast uczyć się, często skomplikowanych, reguł gramatyki, wyst...