Trochę przypadkiem, przyznaję, że niemal bezrefleksyjnie,
pokazałem dziś mój blog nieco większej widowni podczas zajęć ze studentami
pewnej szacownej uczelni krakowskiej. Ze wstydem zauważyłem datę ostatniego wpisu. Hańba!
Quelle honte ! Pomyślałem szybko po zajęciach o czym by napisać – spojrzałem na
kalendarz, w oczy wpadła data ósmego marca. Oui ! Je l’ai ! Mam! Napiszę o kobietach, les femmes.
Blog mój traktuje o języku francuskim, pominę więc feminizm
jako taki i zajmę się ciekawostką fonetyczną, na którą zwrócił mi uwagę kolega
Krzysztof; pan ten w wieku tuż przedemerytalnym wziął się za francuski
(szacunek, Krzysztofie, chapeau bas). Otóż tłumaczyłem mu niedawno dlaczego
francuskie femme czyta się [fam]
zamiast, jak logicznie by wynikało [fɛm], na wzór słowa (skądinąd bardzo
mi bliskiego) flemme [flɛm]. (La flemme to nic innego, jak… lenistwo).
A więc femme
pochodzi, nic dziwnego wszak francuski jest językiem romańskim, od łacińskiego femina, które początkowo wymawiane było przez
akcentowanie pierwszej sylaby fe: fémina. Wieki ewolucji językowej sprawiły, że
około pierwszego tysiąclecia naszej ery słowo to wymawiano już [fe:m] - feem z długim „e”, niezależnie od tego,
czy pisane było feme czy femme.
Kolejne wieki fonetycznej ewolucji doprowadziły do tego, że
femme wymawiana była
z samogłoską nosową ɑ̃ [fɑ̃m]. Aż ostatecznie Francuzi doszli do wniosku, że
łatwiej będzie mówić po prostu [fam]. I tak zostało do dziś. Et c'est ainsi jusqu'à nos jours.
Co do pisowni, istnieją ślady zapisu fame, lecz dominującym od wieków jest femme.
Et voilà, cała tajemnica. Proste, choć mało logiczne.
PS Parę słów à propos de la flemme; o
lenistwie. Gdy Instytut Francuski w Warszawie mieścił się jeszcze przy
ul. Świętokrzyskiej, czyli sto lat temu (żartuję, mam na myśli lata 80., gdy
byłem studentem), mój kolega z romanistyki, Staszek polecił płytę śmiesznie
wyglądającego gościa zwanego Jacques Higelin. To nie przypadek, że do dziś
pamiętam słowa piosenki Vague à l'âme.
Tytuł tłumaczony dosłownie znaczy „fala w duszy”, co nie
ma za bardzo sensu. Frazeologizm le vague
à l'âme oznacza nieszczęście bez wyraźnej przyczyny,
niepokój życia, ciężar bytu. Odnosi się do smutku lub
melancholii, której oddawali się romantyczni pisarze i poeci (vide Cierpienia młodego Wertera). W tej właśnie piosence
pojawiły się zwroty towarzyszące mi (niestety) do dziś: une flemme incurable (nieuleczalne lenistwo), czy la malignité d'un esprit doué pour la
paresse (złośliwość umysłu o nadzwyczajnych zdolnościach do lenistwa).
I wyszło na to, że postscriptum jest prawie tak długie, jak temat
zasadniczy. Miało być o kobietach (trochę było), a skończyło na lenistwie, z
którym, nota bene, walczę całe moje długie
życie.
 |
Ten nieznośny Jacques Higelin
|