czwartek, 16 września 2021

Uwaga na mądrości z internetu

Dobrych materiałów poglądowych nigdy dość, wszak nic lepiej nie usystematyzuje wiedzy jak dobrze skonstruowana tabelka. Pogrupuje w logiczny sposób przyimki, określi ich przeznaczenie, wytłumaczy sens. 

Trzeba jednak uważać na materiały z internetu. Niestety często są powielane z błędami, bez zastanowienia. Uczący się francuskiego spojrzy na taką tabelkę i przyjmie wszystko za pewnik. A tymczasem nie można ich przyjmować ze stuprocentowym zaufanie. Warto ją skonsultować z nauczycielem (ze mną na przykład 😀)

Gdzie jest błąd? W piątym zdaniu od końca: il va sur ses 31 ans, co dosłownie (mot à mot) można przetłumaczyć jako "on dobiega do 31 roku (życia)". Jak widać, zaimek "sur", w tym kontekście "do", w żaden sposób nie oznacza lieu prospectif - miejsca docelowego. Przyimek "sur" może określać lieu prospectif na przykład w zdaniu Je déménage sur Strasbourg (przeprowadzam się do Strasburga), który nota bene jest przepięknym miastem i chętnie bym się tam przeprowadził. Ale na pewno nie w zdaniu Je vais sur mes 60 ans - dobiegam do sześćdziesiątki, co akurat w moim przypadku jest prawdą.

Alors, chers étudiants, uważajcie na mądrości z internetu.

Niby wszystko w porządku. Ale nie do końca...

czwartek, 4 marca 2021

Dlaczego femme czyta się [fam], a flemme [flɛm], czyli rozważania o kobietach i lenistwie

Trochę przypadkiem, przyznaję, że niemal bezrefleksyjnie, pokazałem dziś mój blog nieco większej widowni podczas zajęć ze studentami pewnej szacownej uczelni krakowskiej. Ze wstydem zauważyłem datę ostatniego wpisu. Hańba! Quelle honte ! Pomyślałem szybko po zajęciach o czym by napisać – spojrzałem na kalendarz, w oczy wpadła data ósmego marca. Oui ! Je l’ai ! Mam! Napiszę o kobietach, les femmes.

Blog mój traktuje o języku francuskim, pominę więc feminizm jako taki i zajmę się ciekawostką fonetyczną, na którą zwrócił mi uwagę kolega Krzysztof; pan ten w wieku tuż przedemerytalnym wziął się za francuski (szacunek, Krzysztofie, chapeau bas). Otóż tłumaczyłem mu niedawno dlaczego francuskie femme czyta się [fam] zamiast, jak logicznie by wynikało [fɛm], na wzór słowa (skądinąd bardzo mi bliskiego) flemme [flɛm]. (La flemme to nic innego, jak… lenistwo).

A więc femme pochodzi, nic dziwnego wszak francuski jest językiem romańskim, od łacińskiego femina, które początkowo wymawiane było przez akcentowanie pierwszej sylaby fe: fémina. Wieki ewolucji językowej sprawiły, że około pierwszego tysiąclecia naszej ery słowo to wymawiano już [fe:m] - feem z długim „e”, niezależnie od tego, czy pisane było feme czy femme.

Kolejne wieki fonetycznej ewolucji doprowadziły do tego, że femme wymawiana była z samogłoską nosową ɑ̃ [fɑ̃m]. Aż ostatecznie Francuzi doszli do wniosku, że łatwiej będzie mówić po prostu [fam]. I tak zostało do dziś. Et c'est ainsi jusqu'à nos jours.

Co do pisowni, istnieją ślady zapisu fame, lecz dominującym od wieków jest femme.

Et voilà, cała tajemnica. Proste, choć mało logiczne.

PS Parę słów à propos de la flemme; o lenistwie. Gdy Instytut Francuski w Warszawie mieścił się jeszcze przy ul. Świętokrzyskiej, czyli sto lat temu (żartuję, mam na myśli lata 80., gdy byłem studentem), mój kolega z romanistyki, Staszek polecił płytę śmiesznie wyglądającego gościa zwanego Jacques Higelin. To nie przypadek, że do dziś pamiętam słowa piosenki Vague à l'âme. Tytuł tłumaczony dosłownie znaczy „fala w duszy”, co nie ma za bardzo sensu. Frazeologizm le vague à l'âme  oznacza nieszczęście bez wyraźnej przyczyny, niepokój życia, ciężar bytu. Odnosi się do smutku lub melancholii, której oddawali się romantyczni pisarze i poeci (vide Cierpienia młodego Wertera). W tej właśnie piosence pojawiły się zwroty towarzyszące mi (niestety) do dziś: une flemme incurable (nieuleczalne lenistwo), czy la malignité d'un esprit doué pour la paresse (złośliwość umysłu o nadzwyczajnych zdolnościach do lenistwa).

I wyszło na to, że postscriptum jest prawie tak długie, jak temat zasadniczy. Miało być o kobietach (trochę było), a skończyło na lenistwie, z którym, nota bene, walczę całe moje długie życie.

Ten nieznośny Jacques Higelin

niedziela, 14 czerwca 2020

Lecą żurawie czyli bociany (les grues et les cigognes)

Podczas rozmów z koleżanką Iriną na temat kinematografii radzieckiej pojawił się, co oczywiste, film Lecą żurawie. Dyskutowaliśmy jednak nie tyle o fabule wzruszającego dzieła Michaiła Kałatozowa, co o tłumaczeniu tytułu na język francuski. Jak to się stało, że francuski tytuł Quand passent les cigognes (tłumacząc dosłownie: Gdy przemijają bociany) tak bardzo „odleciał” od oryginału?

Już tłumaczę.

Fakt, że zarówno polski żuraw jak i rosyjski журавль jest rzeczownikiem rodzaju męskiego, w przeciwieństwie do la grue we francuskim, nie ma wielkiego znaczenia. Podobne jest też powszechne znaczenie tego słowa w tych trzech językach: żuraw jako ptak, a także jako dźwig. W czym więc problem? Ano w tym, że od XVI wieku la grue oznacza kobietę lekkich obyczajów. Nie jest to bardzo wulgarne słowo. Paryski dziennikarz Alfred Delvau, autor Dictionnaire de la langue verte (1866), definiuje la grue jako „elegancką kobietę, którą natura obdarzyła taką samą ilością głupoty, co piękna” (Grue: Femme entretenue, que la Nature a douée d’autant de bêtise que de beauté).

Co ciekawe, nawet zastąpienie żurawia bocianem (la cigogne) nie kończy kłopotów z tłumaczeniem, ponieważ francuski bezokolicznik voler ma dwa znaczenia: latać i kraść. Tak więc "Bociany lecą (kradną)" też odpada. Stąd zapewne ostateczny wybór padł na bociany, które przechodzą, przemijają, przelatują, itp. co bardzo dobrze oddaje treść filmu dzięki czasownikowi passer: przechodzić, przemijać, umierać.

To powiedziawszy, zachęcam czytelników bloga zarówno do obejrzenia (lub oglądnięcia, jak się mówi w Krakowie) filmu Lecą żurawie, jak i do postudiowania francuszczyzny, nazwijmy ją delikatnie, nie literackiej. Drugie wydanie Dictionnaire de la langue verte (langue verte = język karczemny, niewybredny) z roku 1883 jest dostępne TUTAJ.


Tatiana Samojłowa i Aleksiej Batałow w filmie Lecą żurawie

sobota, 9 maja 2020

Facile? Difficile?


Wiele osób pyta się czy ciężko jest nauczyć się francuskiego. Zawsze odpowiadam tym samym zdaniem: łatwe jest to, co się umie.

Nie wiem czy można pokusić się o obiektywną ocenę trudności francuskiego. Bo jakie kryterium zastosować? Pisowni? Alfabetu? Gramatyki? Na pewno jest trudniejszy od języków nie indoeuropejskich, być może trochę łatwiejszy od języków słowiańskich. Ale czy na pewno? Czyż nie można dostać nerwów w Czechach gdzie sklep, znaczy piwnica, a pivnice to piwiarnia? Dobrze, że chociaż chleb to chleb. Ale i tu trzeba uważać, bo čerstvý  chleb to świeży chleb.

Moim zdaniem wszystko zależy od motywacji. Vouloir c’est pouvoir – chcieć to móc. I już!

Czy opłaca się uczyć francuskiego? Niech każdy sam sobie na to pytanie odpowie. Statystycznie podchodząc do kwestii na rynku pracy praktycznie wszyscy mówią po angielsku. A więc, znajomość francuskiego jest potężnym atutem. Nie muszę nikogo przekonywać, że każdy woli porozumiewać się w swoim języku. A Francuz naprawdę doceni obcokrajowca posługującego się językiem Brigitte Bardot i Emmanuela Macrona.

Na pewno trudne są początki. O ile bardzo podstawowej angielszczyzny (pigeon English) można się nauczyć dość szybko, o tyle pierwsze kontakty z francuskim mogą się okazać frustrujące. Ale za to potem ile radości z mówienia i rozumienia! A jak wokół zazdroszczą ci wszyscy, którzy zniechęcali: a po co ci ten francuski, nikt się tego nie uczy, dogadasz się po angielsku, itd.

Drogi czytelniku tego bloga, nie zastanawiaj się czy warto. Bo warto. Fais pas l’con (celowo nie tłumaczę, kto wie, ten wie) i do roboty. Le français c’est pas toujours facile, mais c’est beau ! No właśnie, francuski nie zawsze jest łatwy, ale jest piękny.

N’est-ce pas ?

niedziela, 8 września 2019

Quand, quant, qu'en - jak się w tym rozeznać?


Z tym francuskim to naprawdę il y a de quoi oszaleć (il y a de quoi + infinitif = jest milion powodów aby coś tam). Mam na myśli les homonymes (homonimy - pojedyncze słowa lub związki wyrazowe, które mimo identycznego brzmienia nie mają wspólnego znaczenia ani pochodzenia). Bo jak się połapać w rozmowie z Francuzami, jeżeli quand, quant, qu’en oraz camp wymawia się tak samo, czyli, w zapisie fonetycznym, kɑ̃.

Jedni powiedzą, że ça fait partie de la beauté de la langue française (francuski jest boski, i tyle), inni, że c’est embêtant comme tout (niech ich diabli wezmą). Ale cóż, tak jest, inaczej nie będzie, il faut vivre avec (nie ma na to rady). Spróbujmy nieszczęsne kɑ̃ rozebrać na kawałki.

Quand to zaimek zastępujący określenie czasu oraz spójnik wprowadzający zdanie czasowe. Stosowany tak często jak polskie kiedy, gdy. Quand il pleut les enfants s’ennuient (gdy pada, dzieci się nudzą – każdy rodzić we Francji czy w Polsce zna tę prawdę uniwersalną). Albo w pytaniu jak to, zadawane przełożonemu: quand est-ce que j’aurai mon augmentation? (kiedy dostanę podwyżkę – pytanie zwykle pozostaje bez odpowiedzi, lub odpowiedź jest wymijająca, niezależnie od narodowości pracodawcy).
Są też akumulatory Quand
Quant to z kolei la locution prépositionnelle – wyrażenie występuje z przyimkiem à. Quant à moi, je peux ne pas travailler (jeśli chodzi o mnie, nie muszę pracować). Zastrzegam, że intencja zdania nie precyzuje, że ktoś może nie pracować, bo nie musi, czy też chciałby nie pracować, ale, wprost przeciwnie, życie go do tego zmusza. Quant à moi może być zastąpione wyrażeniem pour ce qui est de moi, a także en ce qui me concerne. 

W kolei qu'en powstało z połączenia que oraz en, jak na przykład w zdaniu złożonym Je pense qu’en lisant les livres il sera plus inteligent (myślę, że czytając będzie bardziej inteligentny). Zachęta do czytania przyda się każdemu, bez względu na wiek, płeć, itp.

I na koniec le camp. Po francusku ma te same znaczenia, co w języku polskim, jako obóz wojskowy (le camp militaire), miejsce do biwakowania (le campement) i stronnictwo, czyjś obóz (le camp du parti XYZ). Może też być, niestety historia rodzaju ludzkiego dostarczyła wielu przykładów, obozem śmierci (le camp de la mort).

Aby nie kończyć smutną notą, polecam czytelnikom krótki materiał filmowy ze słynnego paryskiego kabaretu Le Lido. Tancerki wykonują taniec o nazwie le cancan (czytaj kɑ̃kɑ̃).


Popularne posty

Polecany post z gramatyką i piosenką

Et si Joe Dassin n'existait pas

Piosenki zawsze były dla mnie nieocenionym nauczycielem francuskiego. Zamiast uczyć się, często skomplikowanych, reguł gramatyki, wyst...